Idąc przez życie rzadko kiedy
zastanawiamy się po co tu jesteśmy. Patrzymy codziennie na świat
znudzonym okiem, wszystko jest dla nas oczywiste, przewidywalne.
Życie staje się klepsydrą a my jej piaskiem ciągle przetaczającym
się przez nią, jej zamkniętą duszą. Jednak naszego istnienia nie
można oszukać, odwrócić jak klepsydry, wrócić do czegoś co się
już wydarzyło. Poznanie w pełni duszy drugiego człowieka, która
często zamyka się w świecie wewnętrznym, jest raczej zjawiskiem
incydentalnym. Takiej duszy nie możemy poczuć, dotknąć, zobaczyć.
W naszej ziemskiej „przygodzie” napotykamy się na różnorodne
przeszkody – czasem proste do ominięcia, czasem zaś powodujące
rozpad naszej psychiki. Ziarenka piasku nie potrafią się zablokować
w przeciwieństwie do naszego wnętrza. My na szczęście posiadamy
dar wolnej woli i nie musimy być jak piach w kawałku zamkniętego
szkła. Możemy decydować o swoim losie, nie być od nikogo
zależnym, żyjąc jednak dla kogoś. Często
myślę o ludziach, którzy smucą się z powodu utraty pracy, kłótni
z przyjacielem czy otrzymanego mandatu za brawurową jazdę i
szczerze mówiąc zazdroszczę Im. Powód? Takie osoby prawdopodobnie
nie posiadają większych zmartwień niż kłótnia z przyjacielem, z
którym to przy najbliższej okazji pogodzą się. Sam często
zastanawiam się nad swoimi problemami, które są jednak bardziej
poważne niż te powyżej – borykam się z nimi od pewnego czasu...
. Moje lekarstwo na zmartwienia jest dość egoistyczne, ale i
skuteczne. Mianowicie - przypominam sobie ludzi, których poznałem
jakiś czas temu, ludzi którzy są w dużo gorszej sytuacji a pomimo
tego potrafią cieszyć się życiem jak nikt inny. Przypominam sobie
kobietę nieuleczalnie chorą, która straciła swoją córkę a jej
syn zginął w wypadku. Przypominam sobie przesympatycznego pana z
nadwagą, nieuleczalnym wirusem i cukrzycą. Przypominam sobie ojca
pięciorga dzieci, którego żona jest bezrobotna a on sam zarabia
ledwie 200$. Ci ludzie nauczyli mnie inaczej patrzeć na świat. W
ich oczach można było zobaczyć radość z każdej chwili, z
każdego wykonanego gestu, z podmuchu wiatru w upalny dzień. Od
innych różniło ich to, że ich dusze były otwarte. Ich dusz można
było dotknąć, poznać, poczuć. Ich dusze były wolne jak piach z
rozbitej klepsydry.
Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem.
Tagi: choroba, myśli, dusza, psychika, problemy, piasek, klepsydra
skomentuj (1)
Od najmłodszych lat wierzyłem (i
wierzę nadal) w pojęcie miłości, tej jednej jedynej osoby, która
żyje w nieświadomości o moim istnieniu aż do momentu pierwszego
kontaktu wzrokowego. Ostrożne spojrzenie, nieśmiały uśmiech,
pierwsza konwersacja... Nie chcę dalej brnąć w temat „poznawania
się” dwóch połówek, bo przecież każdy z was wie jak to
wygląda. Człowiek żyjąc w szczęśliwym związku, wiernym i
monogamistycznym, może zrobić dla drugiej osoby wszystko: słucha
ją, doradza, wspiera. Mijają lata, upływa życie, dzieci stają
się dorosłe, pojawiają się wnuki, prawnuki. Nadchodzi czas
rozstania, a w pamięci nadal słowa: dopóki śmierć nas nie
rozłączy. Nic nie trwa wiecznie, a popadanie w uczucie nostalgii,
smutku, zadumy nie jest niczym dziwnym i nadzwyczajnym. Czas leczy
rany, pojawiają się wspomnienia a każda niemal pogawędka nie może
obejść się bez zabawnej anegdoty z życia świętej pamięci
ukochanej osoby. Dlaczego życie z ww. osobą i jej śmierć
potrafimy przeżywać tak naturalnie i „pięknie” zarazem?
Pamiętamy wszyscy dzień 2 kwietnia
2005 roku. Dzień śmierci papieża Polaka Jana Pawła II. Dzień w
którym zapanowała jedność, nawet wśród najbardziej
kontrastowych grup społecznych. Wraz z dniem pogrzebu Karola Wojtyły
wszystko wróciło do normy, a w zasadzie prawie wszystko. Polacy
zabrali się za budowę pomników, zmiany nazw ulic i imion patronów
instytucji publicznych stały się codziennością, a miejsca po
których stąpał syn polskiej ziemi okrzyknięto świętymi. Ale czy
o to chodziło? Papież, podczas jednej ze swych pielgrzymek do
Polski, mówił: Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie.
Oczywiście jak na przekór, nie słuchał go nikt, choć podobno
każdy go kochał. Myślę że nie byłby zadowolony z fanatyzmu,
który tak bardzo nasilił się po jego śmierci.
Reasumując należy zadać sobie
pytanie. Jak chcemy być wspominani po swojej śmierci? Czy jako
legenda, w imię której społeczeństwo jest zdolne prowadzić
bezsensowną „walkę” nie wiedząc nawet jakie było jej
przesłanie życiowe? Czy może jako „zwykły” człowiek, który
nadzwyczaj kochał swoją rodzinę, a ta odwzajemniała mu się tym
samym, który mówił i był wysłuchiwany. Różnica między
miłością a miłością fanatyczną jest ogromna. Róbmy wszystko
żeby być legendą wspominaną jednak tak zwyczajnie, tak po ludzku.
Tagi: miłość, śmierć, pogrzeb, papież, fanatyzm
skomentuj (1)
Ile razy słyszeliśmy te słowa od pocieszających nas znajomych po nieudanym egzaminie czy niezbyt przekonującej rozmowie kwalifikacyjnej z przyszłych szefem? Ile razy sami powtarzaliśmy te słowa swoim dziadkom, kiedy Oni zniechęceni do życia, wolnym krokiem udawali się po odbiór wyników do lokalnego laboratorium? Dla mnie jednak te słowa nie są żadnym pocieszeniem, wręcz przeciwnie – pobudzają we mnie pesymizm, który w ciężkiej sytuacji jeszcze bardziej pogłębia dół załamania psychicznego. Moja osobista interpretacja tych słów jest dość prosta i jakże zbieżna z interpretacją polskiego filozofa Andrzeja Nowickiego. Wiara w cuda pojawia się tam, gdzie znika wiara w siłę własnych rąk, w siłę własnego umysłu, w siłę zjednoczonych wysiłków ludzkich. Często widzimy w telewizji, słyszymy w radiu, czytamy w prasie: Cud!!! Polska reprezentacja pokonała mistrzów Starego Kontynentu... . Czy cudem można nazwać ciężką, heroiczną pracę włożoną w codzienne treningi, w codzienną pracę nad swoją osobowością czy przysłowiową siłę zjednoczenia wysiłków ludzki? Polska reprezentacja odniosła zwycięstwo bo po prostu była lepsza, bardziej zgrana i potrafiła wybić rywala z rytmu. Jeżeli zaliczamy trudny egzamin to nie nagradzajmy za to „cudu”, tylko samych siebie – przecież zasłużyliśmy na to nocnym wkuwaniem lub chociażby ściąganiem od „obrytej” koleżanki. Jeżeli nasi dziadkowie, ku swojemu zaskoczeniu, przekazują nam pozytywne informacje o stanie zdrowia, nie reagujmy na to słowami: dziadku, to jest cud. Zamieńmy je lepiej, powiedzmy: Widzisz dziadku, nie poddawałeś się, stosowałeś się do zaleceń lekarza, jadłeś dużo warzyw i owoców. To wszystko przy codziennych spacerach musiało przynieść efekt i przyniosło. Możesz dalej cieszyć się życiem, jesteś zwycięzcą! Zacznijmy patrzeć na świat bardziej realnie, szukajmy odpowiedzi na różnego rodzaju zjawiska. Nie wierzmy w cuda – wierzmy w siebie! Pracujmy codziennie nad sobą, czytajmy książki, rozmawiajmy z przyjaciółmi, popełniajmy błędy żeby je później naprawiać. Miejmy marzenia do końca życia i z satysfakcją je realizujmy. Jak powiedział pewien wspaniały, nieżyjący już niestety artysta: Przestałem marzyć. Jak człowiek nie marzy – umiera. Ja marzę i zawszę będę marzyć – tego wam wszystkim życzę z całego serca.
skomentuj (0)