Rozbita klepsydra 2009-08-26 00:04:21

Idąc przez życie rzadko kiedy zastanawiamy się po co tu jesteśmy. Patrzymy codziennie na świat znudzonym okiem, wszystko jest dla nas oczywiste, przewidywalne. Życie staje się klepsydrą a my jej piaskiem ciągle przetaczającym się przez nią, jej zamkniętą duszą. Jednak naszego istnienia nie można oszukać, odwrócić jak klepsydry, wrócić do czegoś co się już wydarzyło. Poznanie w pełni duszy drugiego człowieka, która często zamyka się w świecie wewnętrznym, jest raczej zjawiskiem incydentalnym. Takiej duszy nie możemy poczuć, dotknąć, zobaczyć. W naszej ziemskiej „przygodzie” napotykamy się na różnorodne przeszkody – czasem proste do ominięcia, czasem zaś powodujące rozpad naszej psychiki. Ziarenka piasku nie potrafią się zablokować w przeciwieństwie do naszego wnętrza. My na szczęście posiadamy dar wolnej woli i nie musimy być jak piach w kawałku zamkniętego szkła. Możemy decydować o swoim losie, nie być od nikogo zależnym, żyjąc jednak dla kogoś. Często myślę o ludziach, którzy smucą się z powodu utraty pracy, kłótni z przyjacielem czy otrzymanego mandatu za brawurową jazdę i szczerze mówiąc zazdroszczę Im. Powód? Takie osoby prawdopodobnie nie posiadają większych zmartwień niż kłótnia z przyjacielem, z którym to przy najbliższej okazji pogodzą się. Sam często zastanawiam się nad swoimi problemami, które są jednak bardziej poważne niż te powyżej – borykam się z nimi od pewnego czasu... . Moje lekarstwo na zmartwienia jest dość egoistyczne, ale i skuteczne. Mianowicie - przypominam sobie ludzi, których poznałem jakiś czas temu, ludzi którzy są w dużo gorszej sytuacji a pomimo tego potrafią cieszyć się życiem jak nikt inny. Przypominam sobie kobietę nieuleczalnie chorą, która straciła swoją córkę a jej syn zginął w wypadku. Przypominam sobie przesympatycznego pana z nadwagą, nieuleczalnym wirusem i cukrzycą. Przypominam sobie ojca pięciorga dzieci, którego żona jest bezrobotna a on sam zarabia ledwie 200$. Ci ludzie nauczyli mnie inaczej patrzeć na świat. W ich oczach można było zobaczyć radość z każdej chwili, z każdego wykonanego gestu, z podmuchu wiatru w upalny dzień. Od innych różniło ich to, że ich dusze były otwarte. Ich dusz można było dotknąć, poznać, poczuć. Ich dusze były wolne jak piach z rozbitej klepsydry.

Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem.

Tagi: choroba, myśli, dusza, psychika, problemy, piasek, klepsydra

skomentuj (1)

Miłość a fanatyzm 2009-08-13 22:11:31

Od najmłodszych lat wierzyłem (i wierzę nadal) w pojęcie miłości, tej jednej jedynej osoby, która żyje w nieświadomości o moim istnieniu aż do momentu pierwszego kontaktu wzrokowego. Ostrożne spojrzenie, nieśmiały uśmiech, pierwsza konwersacja... Nie chcę dalej brnąć w temat „poznawania się” dwóch połówek, bo przecież każdy z was wie jak to wygląda. Człowiek żyjąc w szczęśliwym związku, wiernym i monogamistycznym, może zrobić dla drugiej osoby wszystko: słucha ją, doradza, wspiera. Mijają lata, upływa życie, dzieci stają się dorosłe, pojawiają się wnuki, prawnuki. Nadchodzi czas rozstania, a w pamięci nadal słowa: dopóki śmierć nas nie rozłączy. Nic nie trwa wiecznie, a popadanie w uczucie nostalgii, smutku, zadumy nie jest niczym dziwnym i nadzwyczajnym. Czas leczy rany, pojawiają się wspomnienia a każda niemal pogawędka nie może obejść się bez zabawnej anegdoty z życia świętej pamięci ukochanej osoby. Dlaczego życie z ww. osobą i jej śmierć potrafimy przeżywać tak naturalnie i „pięknie” zarazem?

Pamiętamy wszyscy dzień 2 kwietnia 2005 roku. Dzień śmierci papieża Polaka Jana Pawła II. Dzień w którym zapanowała jedność, nawet wśród najbardziej kontrastowych grup społecznych. Wraz z dniem pogrzebu Karola Wojtyły wszystko wróciło do normy, a w zasadzie prawie wszystko. Polacy zabrali się za budowę pomników, zmiany nazw ulic i imion patronów instytucji publicznych stały się codziennością, a miejsca po których stąpał syn polskiej ziemi okrzyknięto świętymi. Ale czy o to chodziło? Papież, podczas jednej ze swych pielgrzymek do Polski, mówił: Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie. Oczywiście jak na przekór, nie słuchał go nikt, choć podobno każdy go kochał. Myślę że nie byłby zadowolony z fanatyzmu, który tak bardzo nasilił się po jego śmierci.

Reasumując należy zadać sobie pytanie. Jak chcemy być wspominani po swojej śmierci? Czy jako legenda, w imię której społeczeństwo jest zdolne prowadzić bezsensowną „walkę” nie wiedząc nawet jakie było jej przesłanie życiowe? Czy może jako „zwykły” człowiek, który nadzwyczaj kochał swoją rodzinę, a ta odwzajemniała mu się tym samym, który mówił i był wysłuchiwany. Różnica między miłością a miłością fanatyczną jest ogromna. Róbmy wszystko żeby być legendą wspominaną jednak tak zwyczajnie, tak po ludzku.

 

Tagi: miłość, śmierć, pogrzeb, papież, fanatyzm

skomentuj (1)

Wiara czyni cuda? 2009-08-05 14:40:41

Ile razy słyszeliśmy te słowa od pocieszających nas znajomych po nieudanym egzaminie czy niezbyt przekonującej rozmowie kwalifikacyjnej z przyszłych szefem? Ile razy sami powtarzaliśmy te słowa swoim dziadkom, kiedy Oni zniechęceni do życia, wolnym krokiem udawali się po odbiór wyników do lokalnego laboratorium? Dla mnie jednak te słowa nie są żadnym pocieszeniem, wręcz przeciwnie – pobudzają we mnie pesymizm, który w ciężkiej sytuacji jeszcze bardziej pogłębia dół załamania psychicznego. Moja osobista interpretacja tych słów jest dość prosta i jakże zbieżna z interpretacją polskiego filozofa Andrzeja Nowickiego. Wiara w cuda pojawia się tam, gdzie znika wiara w siłę własnych rąk, w siłę własnego umysłu, w siłę zjednoczonych wysiłków ludzkich. Często widzimy w telewizji, słyszymy w radiu, czytamy w prasie: Cud!!! Polska reprezentacja pokonała mistrzów Starego Kontynentu... . Czy cudem można nazwać ciężką, heroiczną pracę włożoną w codzienne treningi, w codzienną pracę nad swoją osobowością czy przysłowiową siłę zjednoczenia wysiłków ludzki? Polska reprezentacja odniosła zwycięstwo bo po prostu była lepsza, bardziej zgrana i potrafiła wybić rywala z rytmu. Jeżeli zaliczamy trudny egzamin to nie nagradzajmy za to „cudu”, tylko samych siebie – przecież zasłużyliśmy na to nocnym wkuwaniem lub chociażby ściąganiem od „obrytej” koleżanki. Jeżeli nasi dziadkowie, ku swojemu zaskoczeniu, przekazują nam pozytywne informacje o stanie zdrowia, nie reagujmy na to słowami: dziadku, to jest cud. Zamieńmy je lepiej, powiedzmy: Widzisz dziadku, nie poddawałeś się, stosowałeś się do zaleceń lekarza, jadłeś dużo warzyw i owoców. To wszystko przy codziennych spacerach musiało przynieść efekt i przyniosło. Możesz dalej cieszyć się życiem, jesteś zwycięzcą! Zacznijmy patrzeć na świat bardziej realnie, szukajmy odpowiedzi na różnego rodzaju zjawiska. Nie wierzmy w cuda – wierzmy w siebie! Pracujmy codziennie nad sobą, czytajmy książki, rozmawiajmy z przyjaciółmi, popełniajmy błędy żeby je później naprawiać. Miejmy marzenia do końca życia i z satysfakcją je realizujmy. Jak powiedział pewien wspaniały, nieżyjący już niestety artysta: Przestałem marzyć. Jak człowiek nie marzy – umiera. Ja marzę i zawszę będę marzyć – tego wam wszystkim życzę z całego serca.

skomentuj (0)

Księga Gości
Kontakt

tomasz.grzegorzek@gmail.com
tel. 793 186 777